“The Box. Pułapka” – jeśli lubisz takie klimaty…

Są decyzje, których nie chcielibyśmy podejmować. 

Dzięki ^allegro, które zorganizowało na Blipie szybki konkurs, mogłem obejrzeć w gdańskim Multikinie film “The Box. Pułapka”. Na samym początku chylę czoła przed słynną polską szkołą tłumaczy filmowych. Zgaduję, że “Pudełko” nie oddawałoby grozy sytuacji, stąd dodatek w postaci “Pułapki”. Mała podpowiedź dla tłumaczy – obecnie większość ludzi wie, na co chce iść do kina, więc nie trzeba im tłumaczyć jak krowie na miedzy, co to za film. Ale w końcu “Dirty Dancing” to “Wirujący seks”, więc pewnie się czepiam bez powodu.

Film jest adaptacją opowiadania Richarda Mathesona, który największy rozgłos zyskał dzięki książce “Jestem legendą” (notabene sfilmowanej trzykrotnie, o ile dobrze kojarzę). Tamtego filmu nie widziałem, natomiast książkę mogę polecić z czystym sumieniem – kawałek świetnej prozy z dreszczykiem. Pamiętam, że przeczytałem też jeszcze jedno opowiadanie Mathesona, ale – aż wstyd – nie pamiętam jego tytułu, a próba podparcia się fabułą mogłaby zepsuć Wam ewentualną przyjemność, więc nie będę ciągnął tego wątku. Opowiadania “Button, button”, na podstawie którego powstał “The Box” nie czytałem, ale mam wielką ochotę.

Bo film, mówiąc kolokwialnie, narobił mi apetytu.

I to nie według zasady “film tak słaby, że książka musi być lepsza” – ale z chęci zestawienia niezłego kina z literackim pierwowzorem.

Pokrótce o filmie – młode małżeństwo, lata siedemdziesiąte, problemy finansowe, tajemniczy gość i oferta. Oferta bardzo podejrzana moralnie. Wystarczy wcisnąć guzik na małym pudełku, o otrzymamy milion dolarów. Milion! W 1976! Ale jest też haczyk – w tej samej chwili gdzieś, ktoś umrze. Czy można decydować o życiu kogoś, kogo nie znamy, za dużą sumę? Czy zapach zielonych uspokoi nasze sumienie? I właściwie dlaczego to nam złożono taką ofertę? Więcej zdradzać nie będę (no, może tylko to, że Bruce Willis w “Szóstym zmyśle” jest…nie, taki nie będę:)), ale z zamieszczonego poniżej trailera wywnioskujecie, że nie jest to film przepełniony filozoficznymi rozważaniami o moralności, a sprawnie zrealizowany thriller (z grubsza), gdzie nieprzygotowani bohaterowie muszą stawić czoła przerastającej ich sytuacji.

Podobała mi się w tym filmie Cameron Diaz – nie spodziewałem się, że potrafi zagrać zmęczoną, przestraszoną kobietę, z początkami zmarszczek i dylematami moralnymi. Z drugiej strony – do tej pory kojarzyłem ją tylko z jakichś lekkich komedii.

Film trzyma w napięciu, ze dwa razy udało mi się nawet podskoczyć – ale to ze względu na gwałtowność danej sceny. Od strony realizatorskiej nic nie można obrazowi zarzucić, ale to kino zza Wielkiej Wody, a rzemieślników tam mają przednich. Liczy się więc historia, a ta – w przeciwieństwie do opisywanego ostatnio “Tricku” – jest nie tylko dobra, ale i świetnie opowiedziana. Do samego końca nie możemy być pewnie, jak film się skończy, a gdzieś z tyłu głowy, nawet po wyjściu z kina, tłuc się będą pytania “ale dlaczego, jak?”. I to nie jest wynikiem pominięcia pewnych wątków, a raczej niezwykłości opowiadanej historii.

Osobiście lubię takie nierealne klimaty, zwłaszcza, jeśli mają choć cień przesłania. Dlatego na “Pułapce” bawiłem się (o ile można tak powiedzieć) dobrze, bo to ani sensacja, ani horror, ani mroczny thriller, a pewna mieszanka wszystkich wymienionych. Polecam więc wybranie się do najbliższego kina, jeśli macie ochotę na niezłą rozrywkę z dreszczykiem. Dla rzetelności jednak muszę nadmienić, że mojej Narzeczonej film się nie podobał.

De gustibus…

I jak zwykle – trailer. Oraz pytanie dla tych, którzy film już widzieli – ile scen ze zwiastuna nie pojawiło się w wersji ostatecznej?

No dobrze, żeby nie było zbyt różowo – jeszcze jedna uwaga do dystrybutora. Że tytuł filmu jest, jaki jest – trudno, tak MUSI być. Ale mam prośbę, aby przed wypuszczeniem filmu do kina zatrudnić korektora do sprawdzenia napisów. Bo jak zobaczyłem zdanie “podziwiam twój chart ducha”, to dopiero mi się włos zjeżył na głowie.

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!