No jak parkujesz!?

Przyznaję bez bicia – spodobało mi się bycie wpływowym blogerem. Po zainteresowaniu mediów historią kładki na Zaspie, rozkładem jazdy, Wielką Trójmiejską Bitwą na Śnieżki czy witrażem z Lechem Wałęsą, znowu próbuję poruszyć jakiś temat w nadziei na szerszy odzew.

Dziś zajmę się falowcami – a raczej tym, co można zobaczyć u ich podnóża.

System, który wybudował falowce, był szalenie ambitny. W początkowej fazie planował dać każdemu talon na malucha i domek za miastem. Ostatecznie skończyło się na zawieszonych w powietrzu bunkrach, otrzymywanych łaskawie po wielu latach czekania. Niemniej lud pracujący miast nie planował poprzestać na tych luksusach i – wykorzystując zmianę systemu – zaczął bogacić się na potęgę. Może nie każdy wybudował sobie domek za miastem…

…ale wydaje się, że z nawiązką odbito sobie tę niedogodność w ilości samochodów.

Znaleźć wieczorem pod którymkolwiek falowcem miejsce parkingowe – to graniczy z cudem. Auto stoi przy aucie, szpilki nie można wetknąć. Przy takiej ilości osób mieszkających dziwnym nie jest, że liczba aut na parkingach przekracza dawne założenia. Już samo w sobie jest to dość stresujące, gdy trzeba szukać wolnego miejsca za rogiem, za blokiem, na sąsiednim parkingu. Ale co robić? Jest kryzys, nie ma miejsca – nikt nie wybuduje nowego, piętrowego parkingu. Choć – moim zdaniem – na upartego znalazłoby sie miejsce.

Aby zilustrować dramatyzm sytuacji – podeprę się jednym zdjęciem, zrobionym w sobotni poranek (przyznaję, jakiś czas temu).

Nie jest tak źle…

Ale trzeba sobie uświadomić, że o tej porze wiele osób rusza samochodami do sklepów. Prawdziwą grozę pokazywałoby zdjęcie robione nocą, ale nie mam na tyle mocnej lampy.

Niemniej mam nadzieję, ze zwróciliście uwagę na pewien drobiazg na powyższym zdjęciu. Właściwie – dwa drobiazgi. Dość łatwo je zauważyć, bo wyróżniają się z tłumu.

Dwie samotne wyspy.

Dla zupełnej pewności, że nie dochodzi do żadnych przekłamań – fotka z poziomu gruntu.

Rejestracje zamazałem – po co im wstyd robić?

Widzicie tę przestrzeń między samochodami? To ma być miejsce dla kolejnego auta? Bo na przejście między samochodami i otwarcie drzwi jest to stanowczo za dużo. A to właśnie przez takie parkowanie przy falowcach nie ma wolnych miejsc. winnymi są kierowcy, którzy parkują jak…no, nie będę przytaczał dosłownie określenia, jakim ich obdarzam zawsze, gdy szukam miejsca i widzę taką sytuację. Podpowiem tylko, że ma ono coś wspólnego z żeńskimi organami płciowymi.

A ta dwójka to nie jedyni, którzy parkują jak skończone…tu by sie przydało dosadne określenie męskiego organu płciowego.

Dowód.

Pewnie zechcecie mi powiedzieć, że to nie wina tych kierowców? Że jeden parkował do aut po lewej, drugi po prawej – a jak się spotkali, to ziała między nimi dziura wielkości przeciętnych rozmiarów łazienki w bloku z wielkiej płyty. Być może – choć widziałem też takich, którzy po prostu parkowali ze sporym marginesem bezpieczeństwa (i bezmyślności). Jak temu zaradzić? Spójrzcie na górną część pierwszego zdjęcia. Jest tam parking strzeżony. Widzicie różnicę?

Ile kasy potrzeba na farbę do namalowania linii wyznaczających miejsca parkingowe? Przestrzeni od tego nie przybędzie, ale może będzie lepiej zagospodarowana.

I z tym pomysłem na drobne usprawnienie życia zostawiam Was, moi drodzy Czytelnicy. Miłego dnia…

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!