Bruk – Twój wróg!

Dziś w Trójmieście znowu pada śnieg. A do tego ma być cieplej. Pewnie przez jakiś czas będziemy mogli się zachwycać światem pod bielutką kołdrą, a potem, gdy wszystko się nieco stopi, będziemy kląć na wszechobecne błoto.

Nawet odgarnięcie z chodników zalegającej warstwy śniegu wiele nie da, bowiem każda płyta będzie pokryta cieniutką warstwą śniegu. Dopóki śnieg nie zmieni się w lód, jest dobrze. Prawda?

Otóż nie do końca. Jeśli ma się śliskie podeszwy (ale nie jest to warunkiem koniecznym) wystarczy nieco gorsza przyczepność do podłoża. A co może nam zapewnić taką słabą przyczepność?

Bruk. Ot, choćby taki, jak przy wyjściu z tunelu na dworcu we Wrzeszczu.

Zapewniam Was, że wchodzenie pod górę po takim śliskim, ośnieżonym (ale przecież OD-śnieżonym) bruku nie należy do przyjemnych sportów. Polecam też wyjście z tunelu na dworcu w Oliwie, od strony pętli autobusowej. Albo dowolny odcinek wybrukowanego chodnika, który ma nieco większe nachylenie. Buty się pięknie ślizgają, człowiek zalicza przyspieszony kurs balansowania własnym ciałem – rozrywka dla całej rodziny.

Historia śliskiego bruku to jeszcze nic. Bruk to przecież relikt historii – może wtedy nie było takich zim, może ludzie mieli jakieś kolce w podeszwach, a może nikt nie myślał o tym, że można się przewrócić. Albo najzwyczajniej w świecie nie było innych metod. Dziś – to co innego. Mamy do wyboru kostkę, płyty chodnikowe, granity, marmury…

Tak, marmury. Wyślizgane do granic możliwości z natury. Dodajcie do tego odrobinę śniegu. Lodowisko może się schować.

Nie wiem, czy to przejaw wybitnej głupoty projektantów, czy wielkopańskich zachcianek inwestorów, ale trzeba mieć nie po kolei w głowie, aby w naszym klimacie robić chodniki ze śliskich płyt. Rozumiałbym to w Egipcie, Hiszpanii – ale na północy Polski!? Ile osób w skali roku łamie się na takich chodnikach? A ile tylko się poślizgnie, przewróci, najwyżej stłucze sobie cztery litery. Nic budowlańców jednak nie odstrasza – nadal kładą śliskie płyty. Bo to tak ładnie wygląda.

Na szczęście są też dobre przykłady. Choćby remontowane perony SKM. Przy krawędziach są wykładane płytami z wypustkami. Ma to na celu ostrzeganie osób niewidomych, że zbliżają się do krawędzi. Świetny, prosty patent. A dodatkowo na takiej płycie nie można się poślizgnąć – bo wypustki jakoś nie chcą pokryć się śniegiem. No i są robione z chropowatego materiału. Takie płyty są montowane na wszystkich remontowanych przystankach SKM, jak choćby w Sopocie.

Po prawej – zbliżenie na płytę. Choć jest pokryta brudnym śniegiem, to nie jest wcale śliska. Bezpiecznie i prosto. Jak to dobrze, że ktoś myśli o użytkownikach tych peronów nie tylko jako o stadzie owiec, przewalającym sięz kolejki do kolejki. Można? Można.

Nie można. Jakiś czas temu remont zaliczył też peron SKM Gdańsk Zaspa. Też dostał specjalne płyty przy krawędzi. Takie płyty:

Jak widać – płyty są inne od kostki, którą wyłożono większość peronu. Prawdopodobnie spełniają swoją funkcję ostrzegawczą. Ale od tych z Sopotu (i innych peronów) różnią się jednym drobiazgiem. Nie mają wypustek. Mają wgłębienia. Wgłębienia, które znakomicie wypełniają się pośniegową breją. Ale płyty te i bez dokładnego pokrycia śniegiem są śliskie. I to dość śliskie – a wystarczy trochę śniegu, błota czy wody, aby móc na nich kręcić piruety. Sam widziałem nieraz, jak ktoś się na nich poślizgnął. Już samo to pokazuje, że ktoś tu najwyraźniej nie pomyślał – ale dodatkowego “smaczku” sprawie dodaje fakt, że płyty te są przy krawędzi peronu. Dla pasażerów wysiadających czy wsiadających do kolejki – element pomagający utrzymać czujność o każdej porze. Bo inaczej można się ześlizgnąć na tory. Zawsze to jakieś urozmaicenie…

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!