Polbank – złodzieje czy lenie?

Ponieważ rozpisywanie się o tej sprawie mogłoby skutkować moim zbytnim zdenerwowaniem, postaram się w możliwie najkrótszy sposób napisać, dlaczego założyłem konto w zupełnie innym banku i odradzam korzystanie z usług Polbanku.
To po kolei.
W Polbanku mam dwa konta: rozrachunkowe i oszczędnościowe. Ponieważ konta rozrachunkowego używam jedynie do dokonywania (rzadkich) przelewów na zewnatrz, karta płatnicza jest skojarzona z kontem oszczędnościowym. Zwykła procedura wygląda tak:
– jeśli chcę za coś zapłacić zgromadzonymi tam pieniędzmi, używam karty,
– jeśli chcę zrobić przelew, wpierw transferuję pieniądze z konta oszczędnościowego na gotówkowe, a następnie na zewnątrz (aby uniknąć wysokich prowizji na koncie oszczędnościowym).
Jeszcze celem wyjaśnienia – Polbank nie księguje operacji wewnętrznych 24 godziny na dobę, wiec często, jeśli dokonuję przelewu z rachunku oszczędnościowego na gotówkowy w nocy, pieniądze zostaną przelane dopiero następnego dnia. Polbank ma także dość dziwne wymogi do bankowości internetowej – przelewy są potwierdzane certyfikatem, który może być zainstalowany tylko na jednym komputerze. Cóż, do niedawna obsługiwali tylko IE…

Dlaczego mam tam konto? Wysokie oprocentowanie – tylko tyle. A że nie jest to mój główny bank, nie przeszkadza mi, że dostęp do pieniędzy jest lekko utrudniony.
To teraz o sprawie:
W poniedziałek, 20 lipca 2009, z mojego rachunku oszczednościowego chciałem przelać pewną ilość pieniędzy na pusty rachunek gotówkowy, aby następnie dokonać przelewu na zewnątrz. Sprawa była o tyle pilna, że najpóźniej do piątku pieniądze miały trafić na to trzecie konto. Do ustawiania przelewów zabrałem się wieczorem. Udało się ustawić przelew zewntrzny z pustego konta gotówkowego, natomiast przy ustalaniu przelewu wewnętrznego system się zawiesił. I nie mogłem już sie zalogować do systemu bankowości internetowej. Przypominam – nie mogłem skorzystać z innego komputera.
Następnego dnia rano (tj. wtorek, 21 lipca 2009) spróbowałem znowu. Logowanie się udało, natomiast przy próbie ustalenia przelewów cały czas zwracany był komunikat o braku środków na koncie oszczędnościowym. Tymczasem te środki tam były, w wystarczającej ilości – zresztą system pokazywał właściwe saldo…
Zaskoczony takim rozwojem sytuacji, idąc do pracy zadzwoniłem na infolinę Polbanku. Od niezwykle suchej w kontakcie pani dowiedziałem się, dlaczego nie mogę skorzystać z moich pieniędzy. Kilka dni wcześniej (tydzień, moze 10 dni) płaciłem w sklepie kartą za dość spore zakupy. System bankowy ściągnął pieniądze z konta oraz dodatkowo zablokował taką samą kwotę na pozostałych środkach. Co spowodowało kompletny brak środków (a nawet, o czym poinformowała mnie pani, saldo ujemne). Pani zgłosiła reklamację do właściwych osób i nie potrafiła mi powiedzieć, kiedy odzyskam swoje pieniądze… Ale o tym fakcie miałem być poinformowany drogą elektroniczną.
Na ów pilny przelew, który musiałem zrobić, pożyczyłem pieniądze, bo niestety – to, co było na koncie w Polbanku, to były wszystkie moje dostępne pieniądze.
Tydzień później, we wtorek 28 lipca 2009, poszedłem do oddziału banku, bo nadal nie miałem informacji, czy Polbank oddał mi moje pieniądze. Niestety, sympatyczny pan (który zna mnie, bo nachodziłem ich w związku z moimi problemami z wydaną mi kartą płatniczą – osobna historia…) poinformował mnie, że oni, w placówce, są na samym dole drabiny i nie są w stanie powiedzieć mi, czy moja reklamacja jest rozpatrywana, czy nie…
W piątek, 31 lipca 2009, zadzwoniłem ponownie na infolinię Polbanku – pewna miła pani wypytała mnie dokładnie o wszelkie informacje niezbędne, aby mnie zidentyfikować, powiedziała „proszę chwilkę zaczekać”, po czym…przepadła. Po pięciu minutach, gdy na moje „halo, czy wszystko ok” nie otrzymywałem odpowiedzi, rozłączyłem się (mam nadzieję, że ktoś przesłuchuje nagrania z tych rozmów i wyjaśni pewnej miłej pani, na czym polega podejście do klienta). Zadzwoniłem ponownie – tym razem pewien miły pan, który był nieco sprawniejszy, poinformował mnie, że w wyniku mojej rozmowy z infolinią przed dziesięcioma dniami nie została zgłoszona żadna reklamacja, a jedynie jakieś zgłoszenie, które najwyraźniej przepadło… Ów miły pan powiedział, że ponawia to zgłoszenie i tyle. Reklamację mogę złożyć w oddziale.
Dziś jest poniedziałek, 3 sierpnia 2009. Nadal od Polbanku nie otrzymałem żadnych informacji, więc zakładam, że moje pieniądze są dla mnie nadal niedostępne.
Czy to już kwalifikuje się jako bezprawny zabór mienia? Zgłosić to gdzieś? A może greccy bankowcy (tak, Polbank nie podlega pod polskie prawo i Komisję Nadzoru Finansowego) są zbyt leniwi, aby dostrzec i naprawić swój błąd?

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!