Znowu Leclerc

W miniony weekend postanowilimsy wykorzystać owe rabaty do Leclerca, o których niedawno wspominałem. W końcu 30% zniżki piechota nie chodzi – nawet jesli są to pieniądze, które potem i tak trzeba będzie wydać w tym samym sklepie…

A że akurat było zapotrzebowanie na większą ilosć alkoholu w związku z pewną dużą imprezą, poszlismy do Leclerca, na dział alkoholowy, umówić się na kupno sporej ilosci wina i wódki. Wprawdzie w sobotę okazało się, ze niemożliwoscią jest zastać kierownika działu alkoolowego, ale już w poniedzialek, wspólnymi siłami, przez telefon udało się wpierw złożyć, a następnie potwierdzić zamówienie. Wszystko miało być gotowe już w piątek…

W piątek po pracy okazało się (ponownie), że kierownik alkoholi jest nieosiągalny (człowiek kończy pracę po południu), a nikt z pracowników nie był jako zorientowany, o co z tym zamówieniem chodzi… Lekko zdenerwowani rozglądalismy się po półkach, stwierdzając, że niestety, ale nie udałoby się nam skompletować zamówionej iloci tylko tym, co stoi na półkach. Po kilkunastu minutach pojawiła się jaka pani, kierownik sklepu albo ktos równie ważny – i dowiedzielismy się, że owszem – nasze zamówienie jest w magazynie, ale nie jest przygotowane do wydania, a w piątek wieczorem jest „na sklepie” tylko jeden człowiek, który mógłby wejsć do magazynu – niestety jest on z działu „kosmetyki”, więc najwyraźniej nie da sobie rady… Nie wiem, jakie trzeba mieć kwalifikacje, aby odróżnić wino białe od czerwonego, ale najwyraźniej jet to jaka wiedza tajemna. A ponieważ towar został złożony na wysoko umiejscowionej palecie, to ja sam również nie mogłem się po niego pofatygować.

W związku z powyzszym, następnego dnia rankiem, nawet jeszcze przed sniadaniem, poszlismy po raz kolejny do hiermarketu. Od progu – pierwszy sukces, jest kierownik alkoholi. I szybkie sprowadzenie na ziemię – on nic nie wie o żadnym zamówieniu!
No, ale miał chłop serce, poszedł, poszukał…i wrócił z informację, że wino jest, ale wódki nie ma. No kurde, wczoraj była, a dzis nie ma!?

Zaczelismy sie rozglądać za wódką na półkach – poszukiwalismy konkretnie pólitrowych flaszek „Smirnoffa”. I tu kolejne rozczarowanie – prawie nie ma wódki w półlitrowych butelkach. Prawie, bo była tylko jednej marki. „Smirnoff”. I to w iloci wręcz przytłaczającej, gdy porównać do zapasów innych trunków. Podejrzewam, że pan kierownik, który nie miał pojęcia o zamówieniu (a wszyscy zapewniali, że mu przekażą, zresztą kto musiał złożyć to zamówienie) wyłożył „naszą” wódkę na półkę…
Leclerc – przepływ informacji macie do kitu!

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!